poniedziałek, 12 maja 2014

Rozdział 5



No witam :) Tak, tak, rozdział miał być dłuższy i wydawało mi się, że taki jest, ale cóż... oceńcie to sami 

***

Leżałam przy Jaredzie przez jakiś czas próbując na nowo zasnąć ale nie potrafiłam. Przez moją głowę przelatywało tysiąc myśli na minutę i miałam wrażenie, że zaraz eksploduję. Facet spał w najlepsze nie zmieniając pozycji. Co jest ze mną nie tak? Mogłam uciec, ale czekałam. W końcu mnie to znudziło  i zapragnęłam usłyszeć wyjaśnienia natychmiast. Usiadłam na łóżku i spojrzałam z góry na śpiącego mężczyznę. Raz kozie śmierć. Szturchnęłam go lekko w ramię, potem kolejny a gdy zauważyłam, że w ogóle go to nie rusza, postanowiłam użyć głosu. –Obudź się –powiedziałam stanowczo. Nadal spał. –Wstawaj królewno!-krzyknęłam strasząc samą siebie. Jared dalej sobie chrapał. Nagle znów spojrzałam na niego jak tamtego dnia, gdy chciał za mnie zapłacić. Złość skumulowała się we mnie i nagle z impetem zrzuciłam mężczyznę na podłogę. Kurwa. Nie pomyślałam, że może powtórzyć swoją sztuczkę z usypianiem i znowu mnie załatwić. Przeszłam na około łóżka i stanęłam w bezpiecznej odległości. 

-Jezu, kobieto… -powiedział zaspanym głosem masując  tył głowy na którą spadł.
-Przepraszam, zraniłam cię? –wysyczałam z sarkazmem zakładając ręce na biodra.
-Skąd tyle agresji w tak drobnej osóbce? –powiedział po czym usiadł na łóżku. -Panno Lawrence, chyba nie chce pani bym się zrewanżował. –dodał uśmiechając się tak, jakby powiedział właśnie najśmieszniejszy żart na świecie.
-Skąd znasz moje nazwisko? –zapytałam stojąc nadal w tej samej, bezpiecznej odległości.
-Mój brat zwinął ci torebkę a miałaś w niej dowód i takie tam. –powiedział nadal tak samo rozbawiony.

Brat. No tak, to z nim ma ten zespół o którym wspomniał Shannon. Powinnam była się domyśleć. Stałam dalej nie wiedząc co jeszcze mogłabym powiedzieć. Do diaska! Przecież zostałam porwana!
-Na początek chcę zaznaczyć, że z mojej strony nic ci nie grozi.
Dobrze, że sam zaczął wyjaśniać.
-Niestety nie mogę cię również wypuścić. –dodał
Trudno-pomyślałam. Ruszyłam się lekko do przodu nie spuszczając z niego wzroku. Czekałam na dalsze wyjaśnienia.
-Shannon nalegał bym cię pilnował  a mi zależy na starszym bracie. Rozumiesz, prawda? –zapytał z troską w głosie ale mnie nie zmylił. Chciał bym mu zaufała na tyle by zostać. Nie wiem co sobie ubzdurał, ale najwyraźniej będzie zadowolony z efektów bo ja się nigdzie nie wybierałam.
-Mówisz, że mogę ci zaufać? –zapytałam przy czym na końcu głos mi się załamał.
-Mówiłem, z mojej strony nic ci nie grozi.
W tym momencie złapał mnie za rękę i pociągnął w swoim kierunku. Zaskoczona opadłam na łóżko i po chwilowym szoku próbowałam się wyrwać. Zacisnął dłoń. –Spokojnie…-powiedział prosto do mojego ucha. Odetchnęłam cicho i spojrzałam prosto w jego błękitne oczy. –Mam jeszcze jedno pytanie…-zaczęłam
-Słucham.
-Pamiętasz dziwkę która ci ostatnio zwiała? 

Jared patrzył na mnie zaskoczony i po chwili z jego miny można było wyczytać, że przypomniał sobie kim tak naprawdę jestem.
-Więc mój brat upolował dziwkę… -westchnął zawiedziony.
-Niedoszłą dziwkę – powiedziałam pewnie, podkreślając pierwsze słowo.
-Co za różnica? Dziwka to dziwka. –wzruszył ramionami.
Wkurzył mnie. Przecież widział moje przerażenie i to jak szybko się wycofałam. Nie dojrzał desperacji w moich czynach?
-Jak mogę być dziwką, skoro jestem dziewicą? – uśmiechnęłam się zwycięsko. Odsłoniłam jakąś swoją część, wpuściłam Jareda do mojego świata jednym wyznaniem. Nie żałowałam tego. Wyraz zaskoczenia na jego twarzy trwał bez końca. Dopięłam swego.
-Więc po co tam wtedy poszłaś?
-Ech, faceci są tacy niedomyślni. To była desperacja, Jared. Nie miałam już nic do stracenia, tak jak w tym momencie.
-Ale stchórzyłaś –mówiąc złapał mnie za rękę
-Czy dziwki często ci uciekają? –zapytałam ze spokojem w głosie.
-To był pierwszy raz kiedy było mi dane się z jakąś spotkać. Jak widać, los znów skierował nas ku sobie. –uśmiechnął się a ja wyrwałam ręce z jego uścisku. Pogrywał sobie ze mną. Wiedziałam, że nic mi nie zrobi i nie sądziłam, że moje wyznanie cokolwiek zmieniło. Lubił się droczyć i moje lekkie zdenerwowanie go rozbawiło. Nie jest taki jak brat -tłumaczyłam sobie- ma po prostu zryty charakter.
-Nie żartuj ze mnie, proszę… -udałam smutek i strach kierując wzrok w dół.
-Och, Carrie… to też był mój błąd i więcej go nie powtórzę. Spokojnie. Chcę ci naprawdę pomóc…
W tym momencie powinnam rozkazać mu, by mnie wypuścił. Nie zrobiłam tego, bo nie chciałam jeszcze odchodzić.
Jared wyjaśnił mi, że jego brat ma na niego wiele haków i tymczasowo jest zdany na jego łaskę. Mógłby mnie wypuścić, ale zapłaciłby za to zdrowiem, a może nawet i życiem. Było mi go żal. Dał mi torbę z ubraniem i kazał iść się umyć i przygotować. Shannon na mnie czekał.
-Pamiętaj, zero sprzeciwu a da ci spokój po godzinie – powiedział Jared gdy stałam już w drzwiach łazienki. Pokręciłam twierdząco głową, na znak że wszystko rozumiem.
-Czy on mnie zgwałci? –zapytałam zbyt spokojnie. Jared, który od pobudki zdawał się być całkiem obojętny, przytulił mnie nagle i wyszeptał do ucha –on robi ludziom znacznie gorsze rzeczy, maleńka. 



środa, 7 maja 2014

Rozdział 4



Obudziłam się nazajutrz w świetle porannego słońca. Jak na kogoś, kto został porwany i odurzony nie wiadomo czym, byłam naprawdę spokojna. Otworzyłam oczy i spojrzałam przed siebie. Pod kątem, zobaczyłam okno, a za nim kawałek ulicy i budynki. Odwróciłam się na drugą stronę i znieruchomiałam. Przestałam oddychać i wgapiałam się przez kilkanaście sekund w osobę leżącą na drugiej połowie łóżka. To on. Człowiek, z którym miałam spędzić tamtą noc. Kolejny facet który wynajął sobie dziwkę, kupił ją, jakby była przedmiotem. Ale cóż, sama wybrała sobie takie życie…

 To była moja ostatnia próba oddania się nieznajomemu za pieniądze, daremna próba. Przypomniałam sobie, jak wtedy wyglądałam. Nienaganny makijaż i duże, zakrywające większość twarzy okulary. Widział mnie wtedy. Krzyczał za mną gdy uciekałam. Obawiam się, że robił z moim ciałem wiele, od kiedy się tu znalazłam. Nie miałam namyśli czynności seksualnych. Czułam się dobrze, nic mnie nie bolało i raczej wiedziałabym, że jest ze mną coś nie tak. Zasnęłam na podłodze a obudziłam się w łóżku. To zapewne jego sprawka, albo jego towarzysza. Właśnie, Shannon. Gdzie ten cholerny skurwiel się podziewał?! Spojrzałam na mężczyznę leżącego ze skulonymi nogami pod kołdrą, oddychającego głęboko, z ręką wciśniętą pod policzek. Był taki spokojny…

 W tym momencie nie myślałam o ucieczce, to nie był czas. Jedynym co widziałam poprzedniego dnia, były jego oczy. Gdy leżałam w łóżku tego ranka, miałam przed sobą cały jego obraz, ale oczy pozostawały zamknięte. Przyjrzałam się mu. Ciemne brwi, zabawny zadarty nosek i wąskie usta. Całość z lekka przykryta brązowymi, roztrzepanymi włosami. Mimo iż widziałam tego człowieka już wcześniej, dopiero teraz zaczęłam dostrzegać szczegóły dotyczące jego wyglądu. Tamtego feralnego dnia, był dla mnie kolejnym obleśnym facetem który gotów był zapłacić grube pieniądze by posiąść kobietę na jedną noc. Nagle poczułam do niego obrzydzenie. Nie dość, że pomaga porywaczowi, to jeszcze jest naprawdę niewyżyty. Z drugiej strony, zastanawiał mnie fakt, dlaczego nic ze mną nie zrobił. Byłam nieprzytomna. Mógł zrobić wiele, ale nie zrobił nic szczególnego. Jednak dodając do siebie to wszystko, jedynym rozsądnym rozwiązaniem była ucieczka. -Moja głowa opadła miękko na poduszkę, wcześniej unosząc się i zwisając sztywno w powietrzu przez szok wywołany nagromadzeniem  wspomnień. -Tyle że ja nie chciałam uciekać. Moje życie właściwie nie miało sensu. Nie miałam pracy, pomieszkiwałam u kolegi a rodzice nie chcieli mnie znać. Nie miałam do czego wracać, nie czułam takiej potrzeby. Decydując się na oddanie swojej niewinności, wiedziałam, że nic innego mi nie pozostało. Wiedziałam, że moje życie nie będzie się układać po mojej myśli, że na razie nie odnajdę szczęścia. To był desperacki krok, krok w stronę przepaści. Ruszyłam w jej stronę paląc za sobą mosty i stawiając wszystko na jedną kartę. Nie widziałam wtedy swojej przeszłości, liczyło się tylko to, co mogłoby nadejść potem, po tym co zamierzałam zrobić. Postanowiłam, że jako osoba porwana zrobię to samo, ale nie ucieknę w ostatniej chwili odzyskując resztki rozumu. Moja podświadomość mówiła, że powinnam odkryć tego człowieka i jego towarzysza. Mówiła mi, że muszę to zrobić. Dlaczego? Może przez brak jakichkolwiek innych pomysłów. Ciekawość (a może strach?) zwyciężyła. Zamknęłam oczy i przykryłam się kołdrą po szyję. Czułam ciepły oddech mężczyzny, Jareda, na swojej twarzy. Wmawiałam sobie, że nic mi z jego strony nie grozi i że to Shannon jest tu prawdziwym potworem. Z nich obu postanowiłam zaufać Jaredowi, w końcu obiecał, że rano wszystko mi wyjaśni. Skoro podjęłam tak ryzykowną decyzję, musiałam  wybierać między jednym złem a drugim. W tym momencie wydawało mi się, że wybrałam to mniejsze. 



***



Kolejny rozdział, a może raczej jak ktoś to określił 'wypierdek' ;) 
Na razie są krótkie ale nie widzę sensu w dodawaniu dłuższych odcinków.
 Czy ktoś jest zainteresowany historią? Chciałby czytać dłuższe rozdziały? Jeśli tak, proszę śmiało pisać komentarze :) 
Następny, ( być może dłuższy) rozdział dodam za ok. tydzień. 

Pozdrawiam
Freak xx 

czwartek, 1 maja 2014

Rozdział 3



Przepraszam, że krótki ale lubię trzymać w niepewności :]
  
***

-Kurwa, ocipiałeś?!
-Masz jakiś problem?  Ona tylko sobie leży! Przeszkadza ci?!
-Będzie, jak zacznie się rzucać albo zadzwoni po gliny.
-Nie, nie zrobi tego…
-Skąd kurwa możesz to wiedzieć?!
-Po prostu to wiem…
-Taak, Shannon Leto i te jego trafne przeczucia! 

Mówili o mnie. Shannon i… ten drugi. Nie mogłam otworzyć oczu, widziałam jedynie ciemność. Moje powieki były tak ciężkie, oh, czułam jakby ktoś skleił mi oczy kropelką. Huk. Cisza. Chwila moment, dlaczego głosy ustały? Znowu spróbowałam otworzyć oczy. Ponowiłam próbę. Nic. Jakbym była sparaliżowana. Spróbowałam podnieść rękę i zdaje się, że mi się udało. Opadła na moją twarz. Pozwoliłam jej dokładnie zbadać całą jej powierzchnię. Nos, usta i oczy, wszystko na swoim miejscu. Kolejny huk. Otworzyłam usta i zaczerpnęłam powietrza. Moje oczy jakby na wznak otworzyły się i nagle ujrzałam pokój wypełniony ciemnością. Była noc. Chwilę później zorientowałam się że jestem przykryta kołdrą i leżę w łóżku, w tym samym pokoju, który pamiętałam z ostatniej chwili gdy dane mi było cokolwiek oglądać. Sukinsyn –pomyślałam. Czułam lekki ból głowy ale mimo to spróbowałam wstać. Podeszłam do okna chwiejnym krokiem, po czym przeszłam na drugą stronę do drzwi. Spojrzałam w dół. Miałam na sobie jedynie bieliznę. Zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu swoich ubrań, ale pokój był pusty i czysty, jakby nikt w nim nie mieszkał. Jedynie pomięta kołdra dawała poczucie, że kiedykolwiek znajdowała się tu żywa dusza. Otworzyłam drzwi i gdy już miałam wyjrzeć na zewnątrz, ktoś szarpnął za klamkę i na powrót je zamknął. Zdenerwowana zaczęłam szarpać, ciągnąć, ale ten ktoś najwyraźniej przytrzymywał drzwi od zewnątrz. –WYPUŚĆ MNIE! – wrzasnęłam tak głośno jak tylko mogłam. Wtedy usłyszałam cichy śmiech. Odsunęłam się o krok i wtedy drzwi otwarły się. W ciemności ujrzałam postać. Podeszła bliżej i zamknęła za sobą wejście. Zanim zdążyłam się zorientować, siedziałam na łóżku opierając się z tyłu rękami by całkowicie nie upaść. Mężczyzna, z tego co zauważyłam, zbliżył się niebezpiecznie blisko i nachylił nade mną. W ciemnościach dojrzałam jego jasne, okrągłe oczy, wpatrujące się uważnie w moją twarz. –Odsuń się ode mnie –wyszeptałam żałośnie na co on prychnął. –Proszę… -dodałam zrezygnowana. Mężczyzna stał nade mną w bezruchu, wpatrując się dokładnie w moją osobę. Oddychałam szybko, przerażona i chciałam tylko by odszedł, dał mi swobodę, wyjaśnił co się dzieje albo chociaż przestał się tak lampić. I wtedy właśnie się rozpłakałam, rzuciłam tyłem na pomiętą pościel i zaczęłam łkać. Materac ugiął się pod czyimś ciężarem. Poczułam dotyk dłoni na włosach. –Nie martw się, długo tu nie zabawisz. –powiedział mężczyzna cichym głosem. Wpatrywałam się w ciemność i czułam jedynie smak własnych łez. Z jednej strony bałam się jak cholera a z drugiej wiedziałam, iż z jego strony nic mi nie grozi. –dopilnuję, by nie stała ci się krzywda…-dodał spokojnym tonem. Obróciłam się na plecy  i przez łzy spojrzałam na niego. Siedział pochylony a jego ręka, wcześniej gładząca moje włosy, wisiała w powietrzu tuż nad moją głową. –Idź spać, proszę-powiedział spokojnie, po czym opuścił rękę na materac. –nie-powiedziałam stanowczo. –Idź spać. Rano wszystko ci wyjaśnię. –dodał. Usiadłam ośmielona jego łagodnym zachowaniem i spojrzałam głęboko w oczy. 

–Dlaczego nie zrobisz tego teraz? –zapytałam.
–Jest środek nocy, a ty wyglądasz na wykończoną. –odpowiedział spokojnie.
-Kim ty do cholery jesteś? –zadałam kolejne pytanie szybko i zdecydowanie.
-Mów mi Jared
Zbliżyłam się do niego i wysapałam –Jaredzie, czy mógłbyś mnie łaskawie wypuścić?
-Chciałbym –powiedział po czym odsunął mnie od siebie. Jego zachowanie było nawet dziwniejsze od mojego. Powinnam przecież rzucić się na niego i gdy leżałby nieprzytomny na podłodze, uciec i zadzwonić po policję. Ja jednak siedziałam unieruchomiona jakąś tajemniczą siłą i zadawałam kolejne pytania, oczekując wyjaśnień.
-Czy jeśli teraz pójdę spać, obudzę się jeszcze?
-Obudzisz się rano, cała i zdrowa.
-Boję się –wyszeptałam.
-Połóż się. –rozkazał a ja, wyczerpana wykonałam polecenie. Przykryłam się na powrót kołdrą i patrzyłam jak jeden z moich oprawców robi to samo, kładąc się obok.
-Co ty robisz? –zapytałam sennym głosem.
-Dopilnuję by nic ci się nie stało. –odpowiedział po czym zamknął oczy i rozkazał, bym zrobiła to samo. Uległam. Sen zbliżał się szybkimi krokami a ja, mimo zamroczenia, nadal nie mogłam pojąć, co do diaska właśnie się wydarzyło. 

niedziela, 27 kwietnia 2014

Rozdział 2




Wszystkie moje wcześniejsze obawy zniknęły. Nie zadręczałam się tym co zrobiłam dzień wcześniej, nie miałam tego paskudnego wrażenia jakoby ktoś mnie śledził. Teraz, siedząc przy fontannie i śmiejąc się z kawałów mojego nowego znajomego czułam, że mam kontrolę nad wszystkim. Odzyskałam spokój, humor i poczucie bezpieczeństwa za sprawą jednego człowieka. To naprawdę niesamowite, że zwykły, choć tak słoneczny dzień przerodził się w coś czego długo nie zapomnę. Choć protestowałam, kupił mi i sobie lód w wafelku. Jako pierwszy skończył jeść brudząc się nieznacznie. Zagarnął ręką wodę z fontanny i przemył dłonie. Położyliśmy nasze kurtki  na murku. Dzieci biegały w koło i świetnie się bawiły uciekając przed kroplami wody i biegnąc w ich stronę na nowo. Wiatr wiał w przeciwnym kierunku więc chwilowo byliśmy uchronieni przed bryzą. Czas leciał szybko i nim się zorientowałam, minęła piętnasta. Rozbawieni do łez, zabraliśmy swoje rzeczy i poszliśmy przed siebie, bez żadnego celu. Wiedziałam, że nasze spotkanie dobiega końca i w tym krótkim spacerem  Shannon chce się pożegnać. W trakcie naszej rozmowy dowiedziałam się, że wraz z bratem i przyjacielem ma zespół. Opowiadał mi śmieszne historie z trasy a ja dodawałam różne, według niego, zabawne i urocze komentarze. Nie podejrzewałam, że ten wesoły, rozmowny człowiek mógłby mieć jakieś niecne zamiary. Nie zdziwiło mnie, że bez obaw o to, że sprzedam te historie mediom mówił coraz więcej i więcej. Nie przeszkadzało mi to, jak zbliżał się do mnie, ukradkiem zdobywał nowe informacje o moim życiu i prowokował do jakiś ruchów.  Wszystko było w jak najlepszym porządku. Promienie słońca nieznacznie przysłaniały jego twarz, ale widziałam jak się uśmiecha. Opowiadał mi teraz, nie mam pojęcia czemu, o swoim związku z dziewczyną która pochodziła dokładnie stąd. Spoważniałam, gdy wspomniał jak paskudnie go potraktowała. 

-Nie jest ci ciężko odwiedzać te miejsca na nowo? –zapytałam gdy staliśmy pod jakimś niewielkim, ale luksusowym hotelem.
-Za każdym razem, gdy tu przyjeżdżam myślę o niej albo mówię, właściwie paplam bez końca i potem znowu wracam do rutynowych zajęć zapominając o wszystkim. – wzruszył ramionami i oparł się o ceglaną ścianę budynku.
-O mnie też zapomnisz? – spuściłam wzrok na jego buty i westchnęłam cicho.
-Przepraszam, że ci o tym wszystkim mówię. Nie wiem po co, zapomnij . –powiedział chłodno ignorując moje pytanie. Spojrzałam z powrotem na jego twarz, teraz poważną jak jeszcze nigdy, od kiedy się spotkaliśmy.
-Nie szkodzi, gdybym tylko mogła… chciałabym ci jakoś pomóc
-Poznaliśmy się kilka godzin temu a ty właściwie wiesz już o mnie wszystko. Mogłem się wygadać, taka pomoc mi wystarczy.
-Ty też dowiedziałeś się o mnie sporo – uśmiechnęłam się, by rozluźnić atmosferę.
-To była dla mnie przyjemność, poznać naprawdę piękną, inteligentną i zabawną kobietę która nieświadomie pomogła mi rozwiązać emocjonalny problem.
-Ty za to poprawiłeś mi humor. Dziękuję. – przygryzłam wargę myśląc o tym, co jeszcze bardziej poprawiłoby mi dzisiaj humor. Shannon stał się chwilowo nieobecny, rozglądał się po ulicy i chwilę później spojrzał znowu na mnie. Miałam nadzieję, że zauważy ten gest i gdy byłam już całkiem pewna, że to się nie stało… wyciągnął rękę, odgarnął mi włosy z twarzy i patrząc prosto w moje oczy zbliżył się o krok. Stałam nieruchomo zaskoczona jego zachowaniem i czekałam na ciąg dalszy. Z lekko otwartymi ustami wpatrywałam się w niewiele wyższego mężczyznę, stojącego jedynie pół metra ode mnie. Gładząc wierzchem dłoni moją twarz, patrzył mi z uśmiechem w oczy i milczał. Przeszedł mnie dreszcz, gdy dotknął szyi i przybliżył się bardziej. W dalszym ciągu wpatrywał się prosto w moje oczy, co zaczynało mnie niepokoić. Obawy wróciły a poczucie bezpieczeństwa prysnęło, gdy tylko to zobaczyłam. Jego oczy którym teraz mogłam się dokładnie przyjrzeć, przybrały złotawego koloru a źrenice rozszerzyły się. Dostrzegłam ten błysk, choć nie identyczny z tym, który widziałam u moich niedoszłych klientów. W jego spojrzeniu dostrzegłam jeszcze coś, czego nie mogłam opisać i gdy miałam już wyrwać się i uciec on pocałował mnie agresywnie przypierając do muru. Odwzajemniłam pocałunek nadal pełna obaw jednak już spokojniejsza. Wiedziałam, że teraz nie pozwoli mi odejść i że jeśli spróbuję, on mnie jakoś powstrzyma. Zachowując pozory objęłam go ręką w pasie i zbliżyłam do siebie. Nierozsądnie z mojej strony jednak chciałam, by wyglądało to jak najbardziej naturalnie. Shannon zamruczał cicho, oddalił się nieznacznie i uśmiechnął. Nie jestem pewna czy dostrzegł zmieszanie w mojej twarzy bo powtórzył pocałunek wpychając język do moich ust i przedłużał  w nieskończoność nie widząc oporu z mojej strony. 

Zamroczyło mnie, autentycznie mnie zamroczyło i następne co pamiętam, to łóżko, komoda i kilka walizek widzianych z ukosa. Usiadłam obolała i spojrzałam przed siebie. Co do diaska robię w jakimś cholernym pokoju hotelowym, pomyślałam. Gdy próbowałam wstać napotkałam opór. Naciskające na moje barki ręce, skutecznie sprowadziły mnie do parteru. Byłam nieświadoma, ale równocześnie przerażona tym co się działo. Chwila moment. Shannon, miły koleś z którym spędziłam popołudnie. Jego spojrzenie, ten błysk. Pocałunek.  Pustka.  Ciemność. Niesamowity ból głowy. Pobudka na szorstkiej wykładzinie. A teraz jeszcze to. Poczułam ciepły oddech i dotyk jego  dłoni na plecach. Byłam zbyt słaba by protestować i wszystko wokół mnie zaczęło w jednej chwili wirować. Na plecach poczułam chłód, następnie dreszcz, gdy przejechał palcem po kręgosłupie. Chciałam się odwrócić by spojrzeć mu w twarz, żeby zapytać ‘dlaczego?’. Przechyliłam lekko głowę i nagle poczułam tak silny ból przeszywający mnie od góry do dołu, że opadłam gwałtownie w tył. Obraz był zamazany ale ten człowiek, ten człowiek to nie był ON. Jego twarz zbliżyła się do mojej. Otworzyłam oczy szerzej by móc cokolwiek dojrzeć i wtedy zorientowałam się, że leżę na kolanach mężczyzny, o niedługich, brązowych włosach i przenikliwym błękitnym spojrzeniu. –Śpij-usłyszałam znad siebie i nagle ręka która pojawiła się znikąd  przysłoniła mi świat. Zasnęłam. 


wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 1




Nocowałam na kanapie w mieszkaniu Craiga. On nie tylko mi na to pozwolił, wręcz nalegał żebym się stamtąd nie ruszała. Przed snem zdążyłam jeszcze wziąć prysznic i zjeść tost z serem. Leżąc i wpatrując się w wyciszony program telewizyjny, mimowolnie zaczęłam wspominać moment w którym ubrana w kremowy płaszcz udałam się pod wyznaczony adres. Słysząc słowa jakimi określa mnie ten mężczyzna, mimo iż proponował mi sporą sumę i próbował zatrzymać za wszelką cenę, uciekłam po kwadransie. Czułam się okropnie z myślą, czego chciałam się dopuścić. Wspomnienie jego gestów, słów, perfidnego uśmiechu… to wszystko sprawiało, że w duchu krzyczałam, chcąc wymazać to z pamięci. Ale nie mogłam i wiem, że nie zapomnę, choćbym i nawet waliła głową o ścianę. Byłam taka głupia… powinnam posłuchać Craiga. 
Gdy nastał ranek uspokoiłam się trochę i postanowiłam, że dzień spędzę chodząc po sklepach i przymierzając ubrania na które mnie nie stać. Bo co innego miałam do roboty? Nie chciałam włazić na głowę przyjacielowi. Zrobiłam nam obojgu śniadanie i przeglądając gazetę czekałam aż się obudzi. Zjedliśmy w ciszy, chociaż widziałam, że próbuje zacząć rozmowę. 

Miałam u Craiga torbę z kilkoma swoimi rzeczami, w tym ubraniami więc włożyłam jakieś  jeansy i koszulkę. Umyłam się, pomalowałam i uczesałam, żeby wyglądać jak człowiek, którego namiastką byłam. Podziękowałam Craigowi za nocleg i choć zdobył się jedynie na ciche ‘nie ma za co’, uścisnęłam go z całej siły i wyszłam pozostawiając go z pracą. 
Będąc w centrum od razu poleciałam do jakiejś kawiarni. Craig nie przepadał za kawą, toteż nie miał jej w swoim asortymencie. Musiałam jakoś sobie radzić a skoro wcisnął mi na siłę kilka dolarów, postanowiłam wydać je właśnie w taki sposób. Idąc w rozpiętej skórzanej kurtce, z kubkiem parującego napoju w dłoni oglądałam ubrania w witrynach sklepowych. Normalne zajęcie na nudę, pomyślałam. Mogłabym spotkać się z którąś z koleżanek, ale wszystkie zostawiłam w moim miasteczku i tutaj miałam tylko Craiga. No trudno. 

Idąc tak miałam dziwne wrażenie, że ktoś podąża za mną. Pewnie to tylko jakieś moje urojenia, zapewniałam się w duchu. Szłam dalej, przyspieszając jednak nieco kroku. Poczułam, że mój wyimaginowany prześladowca robi to samo, więc gdy tylko nadarzyła się okazja wskoczyłam do nadjeżdżającego tramwaju.
Niestety nadal czułam na sobie czyjś wzrok i denerwowałam się coraz bardziej. Przecisnęłam się przez tłum na sam początek i usiadłam na skrawku siedzenia zajmowanego przez jakąś staruszkę. Siedząc mogłam obserwować otoczenie.
Jechałam tak kilka przystanków i gdy stwierdziłam że czas wysiąść, znów się przepychając poszłam w stronę wyjścia. Gdy drzwi się otworzyły równocześnie z jakimś mężczyzną  wyszliśmy (a może raczej zostaliśmy wypchnięci) na zewnątrz. Stojąc już na chodniku zdziwieni spojrzeliśmy po sobie i widząc jak głupio wyglądamy, wytarmoszeni przez spieszących się w różne miejsca ludzi, nie umiejących przesunąć się o krok zaczęliśmy się śmiać. To musiało wyglądać komicznie, jednak nikt nie zwracał na nas uwagi z racji tego że staliśmy przy prawie pustej ulicy, gdzieś na południu od centrum. Gdy opanowałam się w końcu spojrzałam na mężczyznę, który w dalszym ciągu stał obok ale uśmiechał się tylko.
-Ludzie chyba nas tam nie chcieli– odezwał się nagle i poszerzył uśmiech.
-Najwyraźniej nie mieliśmy jechać do stacji końcowej, dokąd najwyraźniej wszyscy chcieli dotrzeć – spojrzałam na nieznajomego. Niewysoki brunet w ciemnych okularach, zapiętej po szyję czarnej skórzanej kurtce i ciężkich butach. Mimo stroju, nie wyglądał podejrzanie, toteż nie pomyślałam by zbyć go czy oddalić się niepostrzeżenie.
-Ciekawe jakie mają tam atrakcje, skoro wszyscy byli tak zdeterminowani by tam dotrzeć – odpowiedział po czym wyciągnął rękę w moją stronę. –Shannon
Uścisnęłam jego dłoń.
-Carrie – posłałam mu lekki uśmiech i znowu zmierzyłam wzrokiem. Sympatyczny gość, pomyślałam.
-Bardzo miło jest mi cię poznać, Carrie. Może przestaniemy blokować ścieżkę rowerową, i jeśli nie masz nic przeciwko, przejdziemy się kawałek w stronę parku?
-Nie mam nic przeciwko, Shannon. -odparłam. 

-Jeśli można wiedzieć, co cię tu sprowadza? – zapytałam, gdy szliśmy już sobie spacerkiem w obranym wcześniej kierunku.
-Interesy. A właściwie ucieczka przed nimi. Gdy brat zapowiedział masę nowych spotkań stwierdziłem, pieprzyć to i wskoczyłem do pierwszego lepszego tramwaju. Szczęście chciało, że dotarłem w znane mi rejony i spotkałem piękną nieznajomą.
Odgarnęłam włosy z oczu i uśmiechnęłam się szeroko. –To miło, że pozwoliłeś tejże nieznajomej towarzyszyć sobie w tułaczce.
-Cała przyjemność po mojej stronie- powiedział po czym ściągnął z nosa okulary i schował je do pojemnej kieszeni spodni. 

Przyjrzałam się wtedy jego twarzy i musiałam uważać, żeby nie uderzyć w jakiś słup, bo za cholerę nie potrafiłam odwrócić wzroku. Shannon miał naprawdę niespotykaną urodę i piękne, zielonkawe oczy których wcześniej nie dojrzałam zza szkieł które je zakrywały. Westchnęłam cicho, tak, żeby nie usłyszał i spojrzałam z powrotem przed siebie. Zapowiadał się naprawdę wspaniały dzień.